Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blenda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lutego 2013

Skarpetki z wełny pancernika

Cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem? Ja jestem wesoły Romek... No prawie. Dawno mnie tu nie było, ale już jestem i mam nadzieję, że to już ostatnia taka przerwa na blogu.

Do rzeczy. Sesja prosta i studyjna. Bardzo nie lubię portretów na zwykłym jednolitym tle. Kojarzy mi się to z kiczowatymi fotkami, które cykali nam w podstawówce, żeby ku uciesze naszych rodziców, powiesić nas na ścianie w formie kilkudziesięciu prostokątów połączonych w badziewne tablo. Fuj!

Niestety, warunki atmosferyczne za oknem powodowały wstręt i obrzydzenie, więc plener odpadał. Założenie było proste - kilka garniakowych portretów kolegi Mateusza.

Setup prosty i chyba nie wymaga jakiegokolwiek komentarza. Całość pokazana na ostatniej fotce. W sumie to bardzo się chciałem rozpisać w tym poście, ale tak bardzo nażarłem się pączkami, że brzuch uciska mi na mózg. Łatwiej było by mi teraz wydziergać skarpetki z wełny pancernika, niż wymyślić coś kreatywnego. Może zamiast pisać głupie głupoty zakończę to klepanie w klawiaturę i pokaże Wam fotki? Miłego oglądania.

P.S. Oczywiście bardzo liczę na kreatywną krytykę.

czwartek, 6 września 2012

Nadziewane

Od jakiegoś czasu mam nowy portretowy obiektyw, ale tak na prawdę nie miałem jeszcze zupełnie czasu wypróbować go w boju. Po powrocie z pracy nie zostaje dużo czasu. Dodatkowo treningi przed maratonem zabierają 3 cenne popołudnia w tygodniu. Czas leci a nie chciałem się zupełnie odcinać od cykania foci.

Wiadomo, że bez jedzenia długo człowiek nie pociągnie, więc mimo chronicznego braku czasu staramy się z Agatą jeść w miarę dobrze. Z pomocą ostatnio przychodzą nam przepisy z Lidla. Te ich kuchenne inspiracje to marketingowy strzał w dyszkę!

Potrawy są nieoklepane, tanie, łatwe w przygotowaniu i nie zabierają cennego czasu. Jak już udaje się nam coś wyprodukować w kuchni, to czemu by tego nie pstryknąć? Na dodatek zbiłem ostatnio kilka starych desek z piwnicy Agaty (podziękowania dla Tatusia Gałeckiego) i zrobiłem sobie blacik. Nie zmieniam profilu bloga na kulinarny, ale nie wykluczone, że będę tu od czasu do czasu wrzucał coś na ząb. Jak zwykle liczę na Waszą kreatywną krytykę, bo wbrew pozorom kulinarne foto nie jet takie łatwe. Gdyby nie Agata trzymająca blendę, pewnie nic by z tego nie było :)

niedziela, 2 września 2012

Łosoś w cieście francuskim

Dziś mały eksperyment kulinarny. Wielkimi krokami zbliża się Maraton Wrocławski, więc czas na zdrowe odżywianie. Kilka dni temu kupiliśmy z Agatą prawie 4kg łososia i trzeba było coś z tym zrobić

Najwięcej roboty było z filetowaniem tego przeklętego łososia. Wielkie to i cholernie nieporęczne. Z pomocą przyszedł wujek google, który podpowiedział co i jak.

Całkowity czas przygotowania to jakieś 40 minut (z gotowym ciastem francuskim).

Składniki:
- łosoś
- czerwone pesto
- ciasto fransuskie
- pietruszka
- bazylia
- pomidor lub papryka

sobota, 24 grudnia 2011

Свободу Алесю Беляцкому!

Podczas porządków świątecznych natknąłem się na pewną kartkę. Jakiś czas temu miałem wziąć udział w akcji Wolność dla Alesia. Cel szczytny, ale pomysł jak zwykle umarł z braku czasu, a później zupełnie o nim zapomniałem. W sumie miałem ją teraz wywalić, ale coś mnie ruszyło. Na szybciocha ustawiłem banalny setup i w 10 min cyknąłem autoportreta. Hmmm... To już trzeci? Ktoś mógłby pomyśleć, że popadam w samouwielbienie. Dobra, nic więcej nie mam do powiedzenia. Mam nadzieję, że móje twarzowe w tak zajebiaszczej rozdzileczości nie popsuje Wam świątecznych apetytów.

Wesołych świąt i hhhapi hhhhanuka!

P.S. Akcja jest już w sumie wiekowa, ale zachęcam do cyknięcia sobie foci i dorzucenia do galerii. Po tym jak go nasi wydymali coś mu się należy.



niedziela, 8 maja 2011

Wpadka z blendą i cross

Nie miałem ostatnio czasu na obróbkę zdjęć z sesji z Pawłem. Wrzuciłem tylko zajawkę. Plan był taki, żeby dziś wrzucić jej rozwinięcie, ale jak to u mnie zwykle bywa... Nie wyrobiłem się. Żeby nie było nudy aplołdnąłem kilka fotek ustrzelonych jakiś czas temu podczas spaceru z Agatą. W sumie to miały one stanowić rozwinięcie zajawki, ale nie mogłem jakoś przebrnąć przez ich edycję, a później sprawa przyschła i o nich zapomniałem. Idea była taka, zaprezentować możliwości doświetlania blendą. Plan wziął w dupę, bo fotki wyszły słabo, a popełnione przeze mnie błędy okazały się na tyle poważne, że nie szło ich skorygować.

Dobra, teraz kilka uwag odnośnie blendy. Rzeźbione blendy DIY z kocyków ratunkowych do niczego się nie nadają. NRC mają bardzo odbijającą powierzchnię i na twarzy robią się "zajączki". Krążą w necie jakieś cudowne tutoriale, jak to wysmarować jakimś budaprenem czy innym super glue a powierzchnia się zmatowi i będzie super. Osobiście uważam, że nie ma totalnie sensu. Koszty robią się masakryczne, wygląda to dziadowsko, a po 5 rozłożeniach nie ma już czego składać. Jedyny plus z całej tej misternej roboty jest taki, że można się kleju nawąchać. Gotowe blendy 3w1, 5w1 i 982w1 można kupić naprawdę niedrogo. Są to przyzwoicie wykonane produkty prosto z Chin. Jedna uwaga: nie ma co oszczędzać na wielkości. Ja kupiłem zdaję się 80 albo 90 cm i jest trochę mało. Wystarczy na doświetlenie twarzy i ewentualnie dekoltu, ale nic więcej. Tylko do ciasnego portretu. Każdy, kto myśli, że uda mu się trzymać blendę i strzelać fotki, jest niespełna rozumu. Wiem, bo sam tak myślałem. Jest to technicznie awykonalne. Do machania blendą potrzebna jest osoba trzecia albo statyw z odpowiednim mocowaniem (tu polecam własne inicjatywy w klimatach DIY). Teraz coś o samym używaniu. Ekspertem nie jestem, ale podczas powyższego spaceru popełniłem masakryczny błąd. Mimo walącego z nieba słońca postanowiłem ocieplić jeszcze fotki i za powierzchnię odbijającą wybrałem kolorek złoty. Wszystko fajnie i pięknie, dopóki nie zgrałem foci na kompa. Skóra zyskała pomarańczowo-brzoskwiniowy odcień, ale wszystko inne było pozbawione tego kolorku. Próbując ustawić jakiś rozsądny balans bieli można było dostać krewicy. Wszystko albo blade, albo rude. Nie testowałem tego jeszcze, ale mam takie przeczucie, że złoty kolor nadaje się na pochmurne dni. W słoneczny dzień najlepiej chyba korzystać z białej powierzchni. 

Poniżej wrzucam trzy focie. Na jedynce próbowałem walczyć z kolorami, ale poległem. Nie udało mi się uratować naturalnego zafarbu skóry. Nie zrobiłem z niej crossa, bo o dziwo wyglądał jeszcze gorzej. Kolejne dwa pstryki to już hardkorowy cross. Są one dość specyficzne i na pewno nie każdemu podchodzi taki klimat. Mi się nawet podoba. Ma coś w sobie. Jakąś taką nutkę oldschool-vintage-retro :]

ISO 200, f/3.3, 1/750s, 65mm

czwartek, 7 kwietnia 2011

Ławeczka

Zgodnie z obietnicą wrzucam focię. Miały być 2 - 3, ale będzie tylko jedna. Powoli zaczynam dochodzić do momentu, w którym będę miał wszystkie foto-gadżety świata. Jeszcze tylko doprowadzę Sigmę do użytecznego stanu i będzie cacy. Czas nauczyć się wykorzystywać cały ten badziew i zacząć robić przyzwoite zdjęcia... Nadal mam spore problemy z kadrowaniem. Dopiero jak siadam przez laptopem i patrze na zrzuty z karty, to zaczynam trybić. To bym uciął, tu bym ujął szerzej, to krzywo, to za ciasno, itp. itd. Ponoć metoda jest tylko jedna. Focić ile wlezie. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnać jakiś przyzwoity poziom zanim się licznik w body przekręci i migawkę trafi szlag.

P.S. Gizzz ale bym się zimnego piwka napił...

ISO 200, f/3.3, 1/350s, 68mm

środa, 6 kwietnia 2011

Bakstejdż z nowym gadżetem

Wiosna się rozkręca i coraz więcej lansuję się z aparatem. Zwykle towarzyszy mi moja urocza osobista modelka /slash/ asystentka, więc przyszedł czas za zakup nowego gadżeta. Jest bardziej wypasiony niż head & shoulders, bo to aż 5 w 1! Tak, tak, istnieją takie cuda. Jest to blenda i składa się z 5 części: dyfuzora, białej, czarnej, złotej i srebrnej powierzchni odbijającej. Wiem, że zaraz najdzie się jakiś miłośnik DIY i o powie, że po co przepłacać, skoro można sobie blendę wydziergać z kocyka ratunkowego (folia NRC) albo innego dziwactwa. Już spieszę z ciętą ripostą. Dupa! Kocyk NRC jest fajny, ale jest jest komuś zimno, bo jako blenda to jeden wielki niewypał. Powierzchnia jest zbyt lustrzana, przez co na twarzy robią się zajączki. Poza tym potrzebna jest jakaś rama, żeby się to wszystko trzymało. Gotowa blendzia z Chińskiej Republiki Ludowej, rozkłada się w 1s, składa 2s i dają na całość fajniasty pokrowiec.
Wracając do wczorajszego dnia. Jak już miałem blendzię, długi zoom i osobistą modelkę, to przeszliśmy się w plener. Wybór padł na Ostrów Tumski. Wszystko super, hiper, ekstra, turbo, mega i kul, tylko słońce zaszło. No i tyle było z focenia i testów. Na plus mogę dodać, że opanowałem już zwijanie tego ustrojstwa.

P.S. Serwis Sigmy wybudził się ze snu zimowego. Streszczając ostatnią korespondencję:
- wcale mnie nie olewali przez 6 dni, tylko serwisant był na urlopie,
- nie poczuwają się do winy, wg. nich obiektyw ostrzy "zadowalająco",
- proponują powtórna kalibrację,
- ustaliłem już, że skalibrują obiektyw do odległości referencyjnej 20x,
- w poniedziałek wysyłam zestaw i mam nadzieję, że nie potrwa to znowu 10 dni.

To chyba na tyle. Poniżej bakstejdżowa focia. Dziś wieczorem postaram się wrzucić jeszcze 2 - 3, które ustrzeliłem zanim słońce schowało się całkowicie.